Zadaj pytanie on-line

7 lipca 2017

Odpowiedzią Jest Zawsze Nie

Law x Zoro

Hm... to jest chyba coś na zasadzie gatunku psychologicznego...
Praktycznie sam seks, ale z załóżmy negatywnym zakończeniem ;)
Jestem ciekawa czy ktoś wyłapie o co chodzi ;)

Słów: 1571





 Dzisiaj czuł, że przesadził z treningiem, jego mięśnie cały czas były napięte, a pot spływał z jego czoła, mimo wcześniej wziętego prysznica. Ściągnął koszulkę rzucając ją na podłogę, oj czuł, ze jutro będzie miał potężne zakwasy. Usiadł na kanapie zmęczony całym dniem. Zastanawiał się czy włączać telewizor, który raczej stał zapomniany i nie był codziennością Roronoy, wręcz przeciwnie Nami od samego początku mówiła mu, żeby go sprzedał, takiego prezentu nie powinno się trzymać, tym bardziej, jeśli owy prezent jest od osoby, która Cię napastuje. Ale telewizor był spoko, a Zoro czuł, że koleś już dawno uświadomił sobie, że z tego nic nie będzie.

Pukanie do drzwi.
           
               -Otwarte – krzyknął, kiedy szedł w kierunku lodówki. Jego ręka zatrzymała się w połowie drogi i zimnego piwa, gdy w drzwiach kuchni zobaczył osobę, której się nie spodziewał.
           -Law. - szepnął. - Chcesz, co nie? - Wyciągnął z lodówki czteropak. Law bardzo szybko sięgnął po puszkę i wypił prawie całą drżącą dłonią. Zoro westchnął, już wiedział, że jego gość nie przyszedł bez powodu. Właściwie to coraz częściej spodziewał się od niego złych nowin, mężczyzna był zbyt drętwy, by ktoś chciał z nim być i miał zbyt mało czasu by to naprawić, nie bez powodu mówili na niego chirurg śmierci.
Mimo tak marnej ilości czasu. Trafalgar i tak zawsze trafiał do Roronoy, najpierw pod pretekstem, że mieszkał najbliżej, potem, gdy Luffy przeprowadził się niedaleko, stwierdził, że jest za głośny i znowu trafiał do zielonowłosego, aż w końcu przychodził bez powodu. Jednak wizyty Trafalgara nigdy nie były zapowiadane, a ostatnio zdarzały się one coraz częściej. Tym razem też zielonowłosy nie spodziewał się jego wizyty, jednak nigdy nie miał potrzeby wyprosić go z domu.
Zaprowadził go do sypialni, tam najczęściej gościł ludzi, na swojej podniszczonej kanapie. Pod ścianą stał wielki jak ściana, nowiusieńki telewizor, Law skrzywił się na jego widok. Doskonale wiedział od kogo jest ten prezent i nie był z tego faktu zadowolony, jednak nic na ten temat nie powiedział. Roronoa od czasu do czasu szedł do kuchni po kolejne schłodzone piwa, wymieniając je na te, które do tej pory stały w szafkach.
                 Gdy po raz kolejny sięgał do lodówki, czuł na sobie wzrok Trafalgara. Stał i patrzył oparty o framugę łączącą korytarz z kuchnią. Z ich rozmowy już dawno wywnioskował, że znów rozstał się z dziewczyną, ale serio, ile oni ze sobą byli. Dwa tygodnie?
Zoro wyprostował się z piwem w ręku . Jedno otworzył i zaczął pić, przymykając lodówkę plecami, ból mięśni dawał mu się we znaki. Miał ochotę się zdrzemnąć, wrócił do sypialni i usiadł na kanapie. Brunet oczywiście go śledził w każdej czynności, a zielonowłosy już nawet nie komentował tego zachowania. Law był taki jak on, głównie obserwował ludzi, więc był w stanie zrozumieć ciągły wzrok mężczyzny na sobie.
Zielonowłosy chciał sięgnąć po kolejną puszkę stojącą koło nogi, kiedy na ramieniu poczuł nacisk. Trafalgar był bardzo blisko niego. Zmuszał go do położenia się.
                
                  -Co?
           - Bolą Cię mięśnie, co nie? Zrobię Ci masaż. - Trafalgar powiedział to delikatnie. Zoro westchnął, brunet zawsze był w tym słaby. W słowach, nie w masażu, bo akurat tą czynnością potrafił sprawić, by Roronoa jęczał od rozluźniania się spiętych mięśni. Zoro nigdy nie protestował, masaż był przyjemny7, a brunet wydawał się czerpać z tego przyjemność, od lat w ten sposób pomagał sobie zapomnieć o dawnych problemach. Zielonowłosy był jedynym mężczyzną, który mu na to pozwalał, nawet Luffy i Ace równie bliscy przyjaciele nie zdawali egzaminu, owszem zgadzali się, ale już po dwóch minutach zaczynali się nudzić i potwornie wiercić. Zoro za to, wręcz przeciwnie mógł tak leżeć godzinami dopóki Tafalgar nie uzna, że należy skończyć. Na początku zawsze to był normalny masaż, taki, przy którym zielonowłosy syczał i jęczał przy każdym naciśnięciu, a później zmieniał się w delikatne głaskanie ciała, sunięcie po odkrytych skrawkach skóry. Roronoa z reguły pozawalał sobie stopniowo ściągać ubrania, aż w końcu był w samych bokserkach. Nawet po godzinie Trafalgar nie skończył, wciąż w ciszy sunął dłońmi po ciele zielonowłosego, Zoro był zrelaksowany zamknięte oczy, delikatny uśmiech na twarzy. Law nie mógł już się powstrzymać pocałował usta mężczyzny, nie zwracając uwagi na lekkie jego zadrżenie. Dłoń ponownie sunęła badając każdy jego skrawek, zatapiała się w krzywiźnie zarysowanych mięśni. Nagle podskoczył. Zoro złapał za jego głowę i przycisnął do swoich ust, rzadko kiedy odwzajemniał chęci, ich języki plątały się, a dłonie błądziły. Palce Zoro wsuwały się pod czarą koszulkę chirurga, badając strukturę jego ciała. Bokserki Zoro już leżały owijając tylko jedną jego kostkę, drugą odsunął na bok, chcąc rozszerzyć nogi dla Trafalgara.

           -Cholera- sapnął, gdy przerwali pocałunek.
Law nie próżnował, wsunął się między nogi Roronoy, odsunął się by móc ściągnąć koszulkę. Jednak zielonowłosy mu nie pozwolił, pociągnął za materiał i znowu złączył ich usta.
-Zostaw – szepnął mu w usta. Teraz Trafalgar całował go wzdłuż linii szczęki, tak by dotrzeć do obojczyka, na którym zostawił wyraźny ślad zębów.
Zielonowłosy niecierpliwił się, sam masaż dał mu wyraźny namiot, teraz gdy jego ciało było całe nagie, a Trafalgar, nie starał się unikać jego nabrzmiałego członka, co chwila zaciskał zęby by nie wydobyć z siebie jęknięcia. Law umyślnie, ocierał się o jego penisa, by tylko słyszeć jęki młodszego.
           -Haa – Zoro starał się nie być zbyt głośno, dłonie wylądowały na ramionach wytatuowanego chłopaka i ścisnęły. - Law – błagał. Nienawidził gry wstępnej, był słaby, zniecierpliwiony, a jego męskość nie dawała mu żyć.
Law z drugiej strony lubił się bawić, pieścić, i dotykać, miał ochotę podręczyć mężczyznę, chciał żeby oszalał. Ale nie mógł pozwolić, by zielonowłosy się rozmyślił, by nagle zrzucił go z łóżka, nie chciał by taka sytuacja się powtórzyła. Więc, niemal natychmiast uwolnił swojego członka i ponownie pocałował usta Roronoy, starając się zassać, zagryź i polizać dolną wargę, tak by mężczyzna nie mógł zapomnieć o tym pocałunku.
Zoro za to, zaczął się wiercić, przesuwać, by tylko poczuć ciało bruneta blisko siebie. Pociągnął go za koszulkę i przysunął jego twarz do swojej.
           - Pieprz mnie! - warknął zirytowany. Law, posłuchał. Jeszcze nigdy w życiu nie wykonał polecenia tak szybko. Włożył w Zoro niemal natychmiast, czując, że ten jest zdecydowanie zbyt ciasny.

               - Zoro… - zacisnął zęby.
           -Rusz się! - dostał w odpowiedzi. Czemu Zoro to robił. Przecież… nie, on po prostu nie rozumiał zachowania Roronoy. - pośpiesz się! - kolejna komenda.
Owszem tej też posłuchał, otrząsnął się z myśli i skupił na dawaniu przyjemności, a raczej na dostawaniu, biorąc pod uwagę fakt, że zielonowłosy cierpiał. Jego penis zrobił się wiotki, a zęby zagryzały się na wargach.

                -Zo..
           -Zamknij się! - Zielonowłosy miał łzy w oczach, a zębami zagryzał pięść. 'Kurwa to boli' Pomyślał kiedy Trafalgar ponownie wsuwał i wysuwał się z niego.
Brunet jednak nie miał zamiaru tego tak zostawiać. Zaczął gładzić podbrzusze Roronoy, oraz jego krocze, chciałby też poczuł przyjemność. Gładził dłońmi w umiejętny sposób. Znając każdy punkt mężczyzny, każde jego czułe miejsce. Uniósł biodra Roronoy. Nogi ułożył na swoich ramionach. Zoro nie lubił tej pozycji. A nie lubił jej dlatego, że była zbyt zawstydzająca. Zielonowłosy jęczał, krzyczał wręcz przy każdym pchnięciu, bo każde oznaczało dawkę rozkoszy, której nie mógł zamknąć w sobie i tryskał drobnymi strumieniami spermy ze swojego członka. Trafalagar zawsze wtedy był zbyt blisko, przyglądał się jego twarzy, jego oczom. Zoro czuł się wtedy jeszcze bardziej nagi. Zawsze odwracał wzrok i ponownie zagryzał pięść. Dzisiaj już na pewno zostawi sobie ślad.
Dźwięki uderzania ciała o ciało, przechodziły przez mały pokoik, ich sylwetki odbijały się w tafli telewizora. Zoro widział je dokładnie. Każde pchnięcie było odzwierciedlane w odbiciu ekranu. Trafalagar jęczał głośniej, znak że był już ku krańcowi. Zielonowłosy chciał sobie ulżyć, jednak jego dłoń wylądowała na dłoni starszego, która zaczęła już sunąć po nawilżonym własnym ejakujatem członkiem.
           
                -Ha! - Zielonowłosy czknął, czując nagły nacisk. - nie… - jęknął.
Doszedł spazmatycznie w dłoni bruneta, czując jak ten porusza się w nim nierytmicznie, zmęczony własnym orgazmem.



Obudził się rano, pierwsze co poczuł, to zapach unoszący się w pokoju, następne to przygniatająca go dłoń. Nie pamiętał, co się stało potem, zasnął niemal natychmiast. Wstał by otworzyć okno i ponownie usiadł na kanapie.
           -Dzień dobry. - usłyszał za sobą zaspany głos. Trafalgar przytulił go od tylu i pocałował w szyje. Zoro jednak, nie był chętny na przytulanki i po prostu wstał. Zrzucając dłoń mężczyzny. Law westchnął, powinien się już przyzwyczaić, tak było zawsze.
Zaczął się ubierać, musi wrócić do domu, ogarnąć się przed kolejnym dniem pracy. Wczoraj zdecydowanie za dużo wypił, próbując założyć spodnie ziemia się pod nim ugięła. Warknął na siebie. Roronoa najwyraźniej wyczuwał jego samopoczucie, bo gdy wrócił do pokoju, podał Trafalgarowi butelkę wody. Sam zaczął się zbierać, był dzisiaj umówiony „z kimś”, jak to usłyszał brunet. Pewnie Zoro nigdy mu nie powie, że widzi się znowu z tym gościem. Nie rozumiał tego, co się działo między Zoro, a tym mężczyzną, ale wiedział, że Zoro nie był chętny do tych spotkać. Pewnie dlatego dzisiaj był oschły i dlatego odwzajemnił wczorajsze uczucia Trafalgara.


           - Roronoa-ya. - Jak zawsze, użył nazwiska, gdy chciał powiedzieć coś ważnego, w zawstydzeniu drapał się po głowie i patrzył na plecy ukochanego mężczyzny. - Czy, chciałbyś…
           -Nie. - usłyszał w odpowiedzi. No tak, co się dziwić, to pytanie zadawał mu za każdym razem. Zielonowłosy nigdy się nie zgadzał. -Idź, już.
Law posłuchał. Nie żegnając się, trzasnął drzwiami. Był wkurzony. Nie dlatego, że nie rozumiał, wręcz przeciwnie, dlatego, że rozumiał, aż zbyt dobrze.
           - Kurwa! - Zoro trzasnął pięścią w szafkę kuchenną, szklanki zaklekotały wewnątrz jej. Nie było możliwości, najmniejszej. A tak strasznie chciałby odpowiedzieć „tak”. Kucnął chowając twarz w dłoniach. To, w końcu, jest mężczyzna jego życia.